poniedziałek

Pierwsze Mikołajki Hany

   W pierwsze Mikołajki zabraliśmy Hanię do pobliskiej galerii na spotkanie ze Świętym Mikołajem. Ona jednak wcale nie była jego osobą zainteresowana, bardziej dziećmi, które tańczyły na scenie obok fotela Mikołaja. Tam była prawdziwa impreza, która żywo interesowała moją małą królewnę. Po wizycie w centrum handlowym urządziliśmy mały poczęstunek w naszym domu. Przyjechali dziadkowie i matka chrzestna ze swoją rodzinką. Przywieźli dla Hani prezenty, które widocznie przez pomyłkę zostawił u nich Święty Mikołaj. Było wesoło. Hania zachwycona każdym jednym prezentem. A oto one:

1) Piramidka z Fischer Price - na niej mamy uczyć się kolorów i układania wieży. Żółta kulka zrobiła jednak większą furorę, I czołga się za nią najchętniej.
 


2) Maskotka hipopotam - Hania lubi się do niej przytulać i pokazywać, gdzie hipcio ma oczko. Jedno i drugie też :-)

3) Pętla motoryczna od nefere - zamiast przekładać koraliki Hania woli sobie je kręcić albo pukać pętlą o podłogę. Przyjdzie czas na przekładanie koralików.

4) Dotykowy smartfon maluszka Smily Play - całkiem fajny, ale telefon mamy i tak o niebo lepszy.

5) Rampers Next- typowo świąteczny i przeuroczy. Zakochałam się we wzorach norweskich.



   Ciekawe jakie prezenty będzie miał dla Hani Gwiazdor :-)

czwartek

Słów kilka o nas

  Jesteśmy trzyosobową, szczęśliwą rodziną. Mieszkamy na wsi w małym, białym domku.

  Ja - Karolina Anna. Od ponad 27 lat córka jedyna swoich rodziców. Żona od ponad 5 lat. Żona dobra, a na pewno wyrozumiała. I od ponad 9 miesięcy szczęśliwa mama córeczki. Zakochana w swoim nowym życiu po uszy. Z chwilą ujrzenia dwóch magicznych kreseczek na teście ciążowym nabyłam ważną umiejętność. Mianowicie nauczyłam się rozróżniać co w życiu ważne, najważniejsze i zupełnie bez znaczenia. Odtąd żyje mi się łatwiej i przyjemniej. Zaczęłam doceniać to co mam i cieszyć się każdym dniem. Żyć tu i teraz. Choć nie przestałam marzyć i planować przyszłości. Odkąd zostałam mamą nieustanie brakuje mi czasu, nieustannie uczę się cierpliwości i wielu innych rzeczy. Nie dążę do bycia matką idealną. Według mnie takie nie istnieją. Chcę za to być matką obecną. Obecną w codziennych zabawach, rozmowach. Obecną przy pierwszych wypowiadanych słowach, wytuptanych kroczkach, próbach siadania i wstawania. Chcę być przy Niej kiedy upadnie i zbije kolano, żeby podnieść, podmuchać, pocieszyć, utulić. Chcę skupić się na Niej najbardziej jak się da, bo wiem, że chwile te miną szybko i nigdy już nie powrócą. Dzięki mojemu mężowi i mojej mamie taką szanse mam. Mogę być tylko dla Niej teraz. I jestem za to ogromnie wdzięczna.

   On - mój mąż. Za kilka miesięcy przekroczy magiczną trzydziestkę, ale mam nadzieje, że zachowa swój młodzieńczy urok :-) Jest fajnym mężem. I jest najcudowniejszym tatą dla Hani. Choć nie ukrywam, że tego właśnie się obawiałam, że w roli ojca będzie mu ciężko się odnaleźć. Jakże zbyteczne były te obawy. Pasjonuje się quadami. Uwielbia szarżować po lesie i marzy sobie, że kiedyś i my pasję tę zaczniemy dzielić. Ach ... marzenia :-)

   Ona - córka nasza ukochana. Hana w akcie urodzenia, Hania dla nas na co dzień. Wyczekiwana długo. Od urodzenia jest naszą nieśpiącą królewną. Naszym oczkiem w głowie. Całym naszym światem. Jest pogodną, wesołą i śliczną dziewczynką. Dla nas chodzącym cudem i już!

   Witamy u nas.