wtorek

Trudne początki chodzenia i kupowania obuwia

   Od kilku lat dziecięcy ortopedzi zalecają naukę chodzenia boso. Nie w sztywnych bucikach, tylko w skarpetkach antypoślizgowych bądź w gołych stópkach. Naczytałam się tych złotych rad i tak właśnie chodzić uczyłam Hanię. Druga, stara szkoła mówi, że chodzić od samego początku trzeba w bucikach. Ciężko się zdecydować, gdyż od tego zależy zdrowie kręgosłupa naszej pociechy. Po trudnych początkach chodzenia mogę powiedzieć, że nie ma idealnej metody. Każda ma swoje plusy i minusy. Każde dziecko inaczej się rozwija i w innym tempie zaczyna chodzić. Tak samo z obuwiem. Nie każde dziecko lubi i chce chodzić w bucikach, a niektóre wręcz przeciwnie. Musicie sami popróbować wszystkiego. Po kolei.

   Hania w ogóle dość późno zaczęła dreptać. Pierwsze samodzielne kroczki zrobiła miesiąc po pierwszych urodzinach. Nie była jednak zachwycona nową umiejętnością i w dalszym ciągu wolała chodzić na czworakach. Było jej wygodniej. I szybciej się przemieszczała. Kilka razy tak szybko przebierała nóżkami, że ręce nie nadążały i było wielkie bam na buźkę ;-) Dopiero mając 15 miesięcy zaczęła chodzić. Ładnie, ostrożnie, pomału. Do tej pory zresztą bardzo ostrożnie chodzi. Czy się stresowałam, że tak długo nie chodzi? Nie. Hania była bardzo drobna ( mając rok ważyła dopiero ok 8 kg) i jej mięśnie nie były jeszcze gotowe na chodzenie. Nic na siłę. Nie kupiłam jej chodzika. Nie prowadzałam na siłę za rączki. Tym się w ogóle nie denerwowałam, bardziej komentarzami innych. Stale słyszałam: jeszcze nie chodzi? jejku to długo nie chodzi itd. I co? Nauczyła się? Nauczyła! Sama. Bez nerwów i stresów.

   Początkowo dreptała boso lub w antypoślizgowych skarpetkach. Jednak pogoda sprzyjała długim pobytom na świeżym powietrzu i wtedy się zaczęło poszukiwanie odpowiednich butów w roz. 18. To chyba najtrudniejsze zakupy dla dziecka jakie musi zrobić każda matka. Na rynku jest milion bucików, ale jak musisz kupić to żadne się nie nadają. Pierwsze kupiliśmy roczki półbuciki marki Kornecki. Nie byłam nimi zachwycona, ale tylko te mogłam wtedy dostać w Inowrocławiu, a co za tym idzie przymierzyć mojej pannicy. Nie byłam z nich bardzo zadowolona, ale najgorsze też nie były. Szukałam jednak lepszych. Przyszło lato więc pora na sandałki. Kupiłam marki Lasocki Kids. Ładny design, ale nie przytrzymywały kostki za bardzo. Wtedy też zdarzył się Hani wypadek - skręcenie prawej kostki. Młoda znów przestała chodzić, chodź przecież dopiero miesiąc wcześniej zaczęła. Przez 3 tygodnie prawie wcale nie chodziła, a potem znów uczyła się od nowa. Ortopeda zalecił nam wtedy kupno bucików ortopedycznych bądź bardzo dobrych roczków, które prawidłowo przytrzymają osłabioną kostkę. Długo szukałam i czytałam. Znalazłam. Sandałki typu roczki idealne. Emelki to jedyne buty dla dzieci produkowane ręcznie z wysokiej jakości skóry. Posiadają takie certyfikaty jak: Gwarancja Najwyższej Jakości, Zdrowa Stopa, Znak Jakości KidZone oraz inne. Roczki otrzymały również pozytywną opinię Instytutu Matki i Dziecka w Warszawie. Zamówiłam na allegro, gdyż w Inowrocławiu takich cudów nie ma. Kiedy dotarły i rozpakowałam karton to się zakocham. Były piękne, ale najważniejsze, że kostki Hani były mocno przytrzymane. Jakość genialna. Na jesień kupiłam dla młodej dwie pary obuwia: tenisówki Zara Kids i półbuciki typu roczki Ren But. Obie ładnie trzymały kostkę, tylko jakość wykonania butów już nie ta sama co u Emelków. Jesień szybko minęła i przyszedł czas na kozaczki. Kupiłam dwie różne pary obuwia: sportowe H&M i traperki Emel. Butki z sieciówki są bardzo fajne, trzymają nóżkę i są ładnie wykończone. Emelki jednak znów biją wszystkie na głowę. Są genialne i jeszcze ten design zupełnie w moim stylu. 

   Po ciężkich chwilach związanych z nauką chodzenia wiem jedno: nie oszczędzać na obuwiu dla szkraba. Może nie mieć 10 par spodni, bluzeczek, sukieneczek, ani 16 zabawki, ale musi mieć dobre buciki, które pomogą mu uczyć się chodzić, wykształtują jego prawidłową postawę i nie wpłyną na wady stopy i kręgosłupa. Nie warto i nie powinno się zakładać dziecku obuwia używanego przez inne dziecko. Każda mała stópka jest inna i każda warta najlepszej ochrony w tym najtrudniejszym dla niej czasie. 
























1 komentarz:

  1. Właśnie ostatnio rozmawiałam z rehabilitantką i podkreślała żeby nie zakładać dziecku butów dopóki nie zacznie stabilnie chodzić. Na razie mamy skończone 10 miesięcy i Syn wstaje wszędzie gdzie tylko może się o coś złapać. Do chodzenia jeszcze daleka droga bo widać że lubi raczkować. Nad butami się zastanawiałam. Bo widzę że jak moje dziecko wstaje to niesamowicie krzywi stopy na boki. Ale rehabilitantka powiedziała że na tym etapie to normalne i możemy poczekać z butami. Więc na razie czekam.

    OdpowiedzUsuń